Piątek rozpoczął się i dla mnie dość wcześnie – żeby się nie rozpisywać: spędziłam przemiłą godzinkę nad zamglonym jeziorem (gdzieś tak 5 rano to chyba była) z pszczyńskim zespołem ‘SZANTANA’, który właśnie się pojawił się na polu namiotowym po całonocnej 600-kilometrowej trasie z rodzinnego miasta. Czas szybko mijał, na werandę naszego (mieszkałyśmy razem z Dziką) domku co i rusz zaglądali znajomi i przyjaciele i były to nader wesołe, okraszane śmiechem, muzyką i innymi takimi tam
godziny.
A potem już festiwal – dostałyśmy z Dziką – jako uczestniczki akcji ‘Biała sukienka’ – nasze pomarańczowe bransoletki (nie wierzyłam, ale jednak przetrwały w stanie nienaruszonym całe 3 dni – łącznie z wszelkimi kąpielami – znaczy odporne były, skubane
) i plakietki, które uprawniały nas do zaglądania w festiwalową ‘kuchnię’. Zostały ‘pobłogosławione’ chuchnięciem Grześka, zatem wszystko było ‘rychtyk’. Pogoda fantastyczna, chmurki gdzieś tam się zbierały, by potem znów się rozpłynąć w niebieskościach i słońcu.
Rozpoczął ubiegłoroczny zwycięzca konkursu – zespół ‘NorFolk’ z Krakowa. Tym razem mi się średnio podobali – może rzeczywiście przez ten brak akordeonu? Jestem dość otwarta na różne nowinki muzyczne – jednakże ‘Gdzie ta keja’ w ich wykonaniu kompletnie mi się nie spodobała – tu zgadzam się z Bojankiem. No, ale może to dlatego, że jakkolwiek piosenka zacna – generalnie z powodu wykonywania jej przez różnych artystów – domorosłych niekiedy zresztą – słuchać jej już po prostu nie mogę (podobnie mam zresztą z ‘Hiszpańskimi dziewczynami’).
Rozpoczął się konkurs – jury pod wodzą obecnego już po raz trzeci na festiwalu Janusza ‘Yaniny’ Iwańskiego wysłuchało najpierw giżyckiej formacji ‘MOLLY MALONE’S’. Szalenie mi się spodobali – grali taki punk-rockowy mix, który bardzo wpada w ucho i widać było, że porwali coraz liczniej napływającą na festiwal publiczność.
Latałyśmy z Dziką z telefonami komórkowym i cykałyśmy fotki, na bieżąco wysyłając mms-y do Antka Stalicha z RockSzanty.pl; Szynszyla z kolei sms’ami opisywała, co się aktualnie dzieje i tak właśnie powstała pierwsza zdalna relacja festiwalowa na naszym portalu, o której możecie poczytać dokładniej w tym miejscu . To Antek wpadł na ten pomysł – jako, że z powodów zawodowych nie mógł przyjechać, wiec wstawiał tę relację niemal ‘na żywo’
Kolejna kapela konkursowa – ‘PHONO FABER’ z Trójmiasta/Warszawy dała dobry występ, mimo lekkich potknięć wybrnęli profesjonalnie i zrobili na jury duże wrażenie, skoro wygrali konkurs stosunkiem 4 do 1! Natomiast nagrodę publiczności zdobyli ‘Molly Malone’s ‘.
Gdy emocje konkursowe opadły na scenę wyszły ODN’y, czyli ‘ORKIESTRA DNI NASZYCH’. Muszę przyznać, że nie jestem zagorzałą fanką tej kapeli, chociaż od czasu do czasu bardzo lubię ich posłuchać, ponieważ uważam Michała Jelonka za arcy-skrzypka – miód i w ogóle. Ale! Muszę powiedzieć, że w Serwach porwali mnie totalnie – dali takiego czadu, że para szła uszami; nogi same podskakiwały, no i zaliczyłam pierwsze serskie zachrypnięcie
Generalnie się zrobiła jakaś lekka obsuwa czasowa – nie bardzo wiem, z czego wynikała, ale w sumie czas tylko furkotał, tyle się działo.
Następni w kolejce to ‘MORDEWIND’y warszawskie – przyznaję bez bicia – jedna z moich ulubionych kapel. Zagrali przefajnie i cieszyłam się słysząc m.in. moją ulubioną ‘Madame’, jak również ‘Syrenkę’. Coś tam chyba tylko nie grało z mikrofonem frontmana kapeli Mariusza ‘Qczy’ Kuczewskiego, bo jakoś tak słabiej go słyszałam – niewykluczone jednak, że zwyczajnie, stojąc pod sceną – ogłuchłam nieco
Po ‘Mordkach’ – pszczyńska ‘SZANTANA’. Porwali swoją radością grania całą publikę – cały olbrzymi plac przed sceną po prostu falował; ja zaliczyłam zaś kolejne ochrypnięcie

Z Szantaną wystąpił gościnnie Tomek Gr0m Paciorek (Phono Faber). Takie spontany są specjalnością Serw i kochamy je! Fot. Magda Królik

W czasie pieśni "Ballada" gitarzysta Szantany Leszek Grooby Kondzielnik wciela się w rolę Irenki
Fot. Magda Królik
Piątkowy wieczór, czy raczej należałoby powiedzieć – noc, zakończył zespół OKAW SZTORM z Ełku i Giżycka. To jest kapela, która rozwija się w miłym memu sercu kierunku, czyli w kierunku wykonań autorskich. W lipcu, w weekend kunicki, byłam najpierw w Wilkasach, koło Giża, w słynnej w tamtych rejonach tawernie ‘Dezeta’ podczas nagrywania ich płyty live. Myślę, że to będzie naprawdę duża rzecz – z pewnością warta posłuchania.?




































