Gdy ostatnio jechaliśmy na koncert do białostockiej Tawerny Portowej żaden z nas nie zdawał sobie sprawy, że jest to miejsce opętane przez szatana. To co nas uderzyło od samego początku to wszechobecny zapach siarki rozprzestrzeniający się w całym lokalu. Mimo, iż wydało się nam to trochę dziwne, zignorowaliśmy ten fakt i robiliśmy swoje. Jednak gdy uczestnicy koncertu wezwali straż pożarną by ci ugasili płonącą ich zdaniem estradę, zupełnie nas zatkało. Fakt, atmosfera była gorąca – dzikie wrzaski pod sceną i towarzyszące im rozdzieranie szat, hałas obcasów na stołach przypominający odgłos galopujących po stepie koni, a w oddali dźwięk obijających się pucharów z winem podczas wznoszonych hucznie toastów. Nie bardzo wiedzieliśmy co się właściwie stało, gdyż z naszego punktu widzenia do żadnego pożaru nie doszło. Dopiero po obejrzeniu zdjęć cała mrożąca krew w żyłach prawda wyszła na jaw. Oto krótka fotorelacja z tego piekielnego wydarzenia.
Fot. Joanna Lubas
Baner: Hanna Brzozowska























