RockSzanty.pl: Prezentujemy dziś za zgodą zespołu przełomową, unikatową, kultową i całkowicie wyczerpaną płytę „Hej Bracia do szant!” białostockiej formacji The Pioruners. Do posłuchania na naszych stronach.
Czy muzyka Rock Szanty, a precyzyjniej Rock & Shanty istnieje?
Jeśli posłużymy się polskim słowem „szanty”, to zespołów grających piosenkę żeglarską w rockowym aranżu, morski rock, a nawet marynistyczny folk-rock nie brakuje. Sprawa staje się trudniejsza jeśli mówimy o muzyce określanej jako „Shanty”, a precyzyjniej „Sea Shanty”. Tak, o tej muzyce, którą marynarze dawnych żaglowców śpiewali by pracowało się im lepiej razem, a przy tym na sercu było lżej. I wtedy odkryjemy coś okropnego: Właściwie nikt nie gra Sea Shanties na rockowo! Czemu? Bo to jest… trudne. I niepopularne.
Mówi się, że szantę należy wyłącznie śpiewać – nie grać. Dobrze, że nie wiedział o tym zespół The Pioruners…
The Pioruners i Sea Shanties
Piorunersi powstali w 1990 roku z uczestników chórów akademickich białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego, a jeden z członków studiował na Politechnice Białostockiej. Pierwsze dziesięciolecie działalności zespołu to wyłącznie szanta klasyczna, acz w rozbudowanych harmoniach. W latach 1990-tych Piorunersi zdobyli pięć prestiżowych nagród na festiwalach szantowych (łącznie z nagrodą im. Stana Hugilla za wierność szancie klasycznej na krakowskich Shanties). Wydali także w połowie minionej dekady kasetę „Razem bracia do lin”.
„To nam w duszy grało”
The Pioruners w pierwszej kolejności to miłośnicy chóralistyki w rozmaitych formach. Każdy z członków zespołu słuchał jednak także innej muzyki, przede wszystkim rocka. W 2000 r. zespół poczuł, że czas zrobić coś innego, nowatorskiego. „To nam w duszy grało” – mówi tenor zespołu Bogdan BODO Piorunek. Pozyskali patronaty, sponsorów, wydawnictwo Benkowski Music było zainteresowane. Piorunersi skrzyknęli zaprzyjaźnionych rockmanów i ruszyli do roboty. Ukazała się płyta „Hej Bracia do szant!” która narobiła w światku szantowym niemało zamieszania…
Cudowny eklektyzm muzyczny
Na płycie znajdziemy 18 utworów – shanties, piosenki żeglarskie, ale także przekornie – pieśn The Beatles o żółtej łodzi podwodnej. Płytę otwiera – świadomie – szanta ceremonialna śpiewana na wypłynięcie w morze, „Pożegnanie Liverpoolu”. Jak mi się wydaje, jest to pierwsze historycznie nagranie tej pieśni z perkusją i przesterowaną gitarą elektryczną – kilka lat przed następnym rockowym aranżem dokonanym przez inny zespół. Nagranie rozpoczyna Tomasz Kamiński na harmonijce ustnej.
Pożegnanie Liverpoolu, sł. Jerzy Rogacki
„Jan Rebec” to kolejna szanta. Tym razem a capella, ale mocno niekonwencjonalnie.
Słyszymy chór… rewelersów, a jakieś to inne od „Silesian Sound”?
Jan Rebec, sł. Jerzy Rogacki
I jeszcze jedna szanta zatytułowana „Sally Rocket”. Co prawda w oryginalnym tekście jest „Rackett”, ale użyte tu słowo „Rocket” fantastycznie pasuje do piorunerskiego aranżu. Ludzie! To nagranie wokalne, ale to jest ROCK i idzie jak rakieta. Drive, riff! Matko, tu perkusji, gitary basowej czy gitary elektrycznej nie trzeba! Choć mogłyby być… Kto się pokusi zrobić to lepiej?
Sally Rocket
I najprawdziwsza herezja. Najpopularniejsza polska piosenka żeglarska z perkusją i gitarą elektryczną grana power-chordami i z palm-mutingiem? Dziś to już nikogo nie dziwi. Lecz dziesięć lat temu szantowy mainstream spojrzał na The Pioruners kosym okiem… Zwróćcie uwagę na gitarę elektryczną Janusza Klimowicza.
Gdzie ta keja, sł. i muzyka Jerzy Porębski
I nagle The Pioruners stają się zespołem szantowym, ale… autorskim. Słyszymy współczesną pieśń morską zaaranżowaną na Sea Shanty, autorskie dokonanie jednego z dwóch wokalnych basistów zespołu Mariusza Mohyluka. Szacunek. Dla wszystkich stają się jasne te wszystkie nagrody na szantowych festiwalach? Szkoda tylko, że obecnie wielu widzi The Pioruners tylko w tej wizji, a to przecież tylko cząstka możliwości tego wspaniałego zespołu.
Za wiatrem, sł. i muz. Mariusz Mohyluk (The Pioruners)
„Szantowiązałka” należy do moich najbardziej ulubionych nagrań z tej płyty. Trzy szanty: Haul on the Bowline (Ciągnij go Joe!), Heja hej brać na gejtawy oraz Sally Brown, wykonane z iście rockowym ogniem, a momentami jazzującym zacięciem – znów a capella. Gorąco polecam.
Szantowiązałka: „Haul on the Bowline”, sł. Marek Szurawski, „Heja hej, brać na gejtawy”, sł. Janusz Sikorski, „Sally Brown”, sł. Jerzy Wadowski
The Pioruners na płycie prezentują poczucie humoru godne Franka Zappy. „Yellow Submarine” autorstwa The Beatles, zrobiona znów na jakiś chór rewelersów. Nagranie bawi mnie, w odróżnieniu od wielu innych prób „uszantawiania” pieśni lądowych na siłę…
Yellow Submarine, muz. i sł. The Beatles
„Drunken Sailor”, najpopularniejsza szanta na świecie. Dla mnie trochę oklepana, ale znów – umówmy się – pionierzy Rock & Szanty, a takie to nagranie jest – rock & shantowe – zaskakują in plus.
Drunken Sailor
Co tutaj dużo mówić? Wokalny popis drugiego z basistów zespołu – Szymona Bubienko. Powala na kolana.
Shenandoah, sł. Andrzej Mendygrał, R. Soliński
Miód na uszy dla miłośnika Rock & Shanty. Tak, szanta i rock.
Dwudziesty czwarty lutego, sł. Janusz Sikorski
Kolejny utwór w stylu Rock & Shanty, „Śmiały harpunnik”, pomaga mi udowodnić tezę, że granie Shanties w aranżu rockowym nie jest łatwe. Posłuchajcie perkusji i gitary – tak się to robi. Nie bum-bum-cyk
Na zakończenie – próbka piorunerskiego przymrużenia oka – posluchajcie w całości!
Śmiały harpunnik, sł. Marek Siurawski
The Pioruners wracają do szanty klasycznej – a dokładnie do stylizowanego na szantę utworu posiadającego autora. Przepiękne i niebanalne wykonanie wokalne.
Cumy rzuć, żagle staw (Czas ruszyć na szlak kliprów) oryg. „On our way to Frisco”, sł. Zbigniew Zakrzewski
W tym momencie płyty The Pioruners „ruszyli” klasyczne kompozycję pioniera polskiego rocka marynistycznego, Krzysztofa Klenczona. ”Dziesięć w skali Beauforta” – oczywiście jak? Wokalnie (głupie pytanie, synu)
„Stary bryg” już na rockowo – tak to się gra współcześnie, ale The Pioruners grali już w ten sposób ”dziesięć stopni w skali Beauforta” temu
(Aha, ponieważ zabrakło fotek z epoki, teraz ilustrujemy nagrania współczesnymi zdjęciami zespołu z festiwalu Rock Szanty Serwy 2010, autorstwa Marka Binabika Relicha).
Dziesięć w skali Beauforta, muz. Krzysztof Klenczon, sł. Janusz Kondratowicz
Stary bryg (Statek widmo), muz. Krzysztof Klenczon, sł. W. Skalski
„Cheely Man”, bo tak brzmi (oficjalna) nazwa tego właśnie tłumaczenia szanty klasycznej, wykonana znów w harmoniach ulubionych przez Piorunersów, ale przede wszystkim zaśpiewana jest po męsku. W podobnym stylu wykonano kolejną szantę „Liverpool”
Cheely Man, sł. Marek Szurawski
Liverpool, sł. Bogdan Kuśka
I znów powrót do polskiej piosenki żeglarskiej i do twórczości Jerzego Porębskiego, ma się rozumieć, na rockowo. Zaraz… przecież to FUNK! A może jednak rock?
Ale… przecież tam pachnie Tatrami! To jest właśnie ten cudowny eklektyzm i poczucie humoru The Pioruners które tak kocham.
Cztery piwka, sł. Jerzy Porębski
Na koniec – przenosimy się do Brazylii i widzimy oczami wyobraźni plażę Rio de Janeiro. Jak nie uwielbiać The Pioruners? Na tej płycie jest przecież wszystko.
Popłyń do Rio, sł. Zdzisław S. Szczepaniak
Dwudziesty pierwszy wiek
Na początku obecnej dekady zespół miał poważne kłopoty. Działa jednak, a w 2006 roku wydał interesującą płytę ‘Popatrz, morze nam się kłania”. Na albumie znajdziemy zarówno kompozycje autorskie (instrumentarium folkowe, choć perkusję też można usłyszeć), aranżacje szant, a jako dodatek znajdziemy kilka niepublikowanych wcześniej dokonań zespołu z 1993 oraz 1996 r. Nie wnikając w szczegóły: The Pioruners pozostają izolowani na Podlasiu. W ostatnich latach pamiętały o zespole jedynie festiwale Rock Szanty Serwy (dwukrotnie) oraz… Zaduszki Szantowe (organizowane przez Gejtawy). Szkoda, szczególnie w świetle obietnic, choćby z 2008 roku, które możemy przeczytać na szantowym Forum…
Pomóżmy The Pioruners. Zespół istnieje, ćwiczy, lokalnie wykonuje. Są w stanie ruszyć w trasę w każdej chwili. Czemu o nich zapomnieliśmy?!
O płycie
Płyta „Hej Bracia do szant!” została opublikowana nakładem wydawnictwa Benkowski & Music w Białymstoku w 2000 r.
Skład zespołu na płycie:
Wokaliści:
Artur Czarnecki, Łukasz Kazanecki, Mariusz Mohyluk, Szymon Bubienko, Jarosław Kamiński, Mariusz Siemion oraz Bogdan Piorunek.
Instrumentaliści (sidemani): Janusz Klimowicz (g), Łukasz Klentak (b), Krzysztof Mazurkiewicz (dr), Tomasz Kamiński (harmonica).
Oraz gościnnie: Marteczka, Ania, Natalka oraz Anitka.
Miłego słuchania!
Życzą RockSzanty.pl
Serdeczne podziękowania dla Michała mn Nowaka za konsultację merytoryczną.




















Fajny artykuł. Pozwólcie, że komentarzy nie będę komentował.Ja tej płyty nawet nie mam u siebie w domku i z przyjemnością słucham tego zespołu. Jacyś oni byli młodzi i piękni! Zostały cudowne wspomnienia z przepracowanych ciężko godzin na próbach i w studio. Czuję się rewelacyjnym muzykantem- amatorem. Chyba jestem z tego dumny.
Pozdrawiam serdecznie
Bodo.
Mnie się znów bardzo podobają np. „4 piwka” – w ogóle masa radości jest na tej płycie.
Wokalówki 10B i Yellow Submarine są wyśmienite
Dyskusje Wasze również. Nie ma to jak dobry powód do śmiechu
Wypada mi zrobić jeszcze jeden komentarz. Grzywa napisał m.in.:
„Mordewind, podobnie jak Smugglers, to też kapela folk-rockowa.
Jestem ciekawy, które kapele nazywają swoją muzykę rock-szantową?”
Pierwszy z brzegu zespół nazywający swoją muzykę rock-szantami to Pearl Harbor, któremu poświęciłem osobny artykuł. Nie sposób także zauważyć, że płyta wydana z inicjatywy Grzywy oraz muzyków m.in. Nautilusa, Mordewindu, Matelota została nazwana „Rock’n'Shanty”. Nie rozumiem jak to możliwe, że rok temu ta nazwa była dobra, w 2011 we współpracy z Grzywą ma być festiwal „Rock’n'Shanty Ełk”, a równocześnie Grzywa neguje nazwę „Rock Szanty”? Tym bardziej, że na płycie „Rock’n'Shanty” można znaleźć wyjątkowo mało Sea Shanties (bodajże dwie).
Co do Mordewindu. Może to i była kapela folk-rockowa (co słychać na płytach), lecz obecnie moim zdaniem grają piosenkę żeglarską, ale jednak w formule rockowej. Mimo wszystko nie rozumiem komentarza Grzywy – czy chciałby on eliminacji Mordewindu ze światka rock-szantowego? Roztopienia całej naszej muzyki w mainstreamie? Tym samym mainstreamie, który każdą imprezę opatruje mianem „Szanty”, ale Sea Shanties tam wlaściwie nie ma? Gdzie zespół szantowy (autentycznie) znienacka zaczyna gardzić Szantą i zaczyna uprawiać Folk? Przykład Smugglersów dobitnie pokazuje czym kończy się utrata tożsamości — wyjatkowo rzadko grają na tych różnych festiwalach szantowych, prawda? Niby „swoi”, ale ta cholerna perkusja…
W artykule o płycie Pearl Harbor zamieściłem kilka fotografii z festiwali serskich. Widać „Długi Marsz” muzyków różnych kapel razem z fanami ze Sklepu do Krasnala; widać integrację z udziałem Yaniny. Na zdjęciach są muzycy z Szantany, Pearl Harbor, OKAW Sztorm; CDNy pozdrawiali po drodze ze swej kwatery. Gdzie byłeś wtedy Grzywa? A właśnie tam było braterstwo, koleżeństwo. I tego mi dzisiaj u Ciebie też brakuje.
Pozdrawiam.
Brawo Antek, świetny, doskonale opatrzony odnośnikami tekst.
Jedynie znowu rozbawiła mnie „recenzja” naszego Przyjaciela z poza rock szant który znowu nie wytrzymał aby wtrącić swoje „pięć groszy” i znowu zaczął politykować czyli zrobił coś czego po prostu nie potrafi.
W przeciwieństwie do jego „prognozy” nt czy rock szanty to rock szanty etc. i czy autor artykułu robi dobrze czy źle ja się wysilę na dobrą radę, niech każdy robi to na czym się zna . Niestety czarno widzę przyszłość ikony rocka marynistycznego skoro ich lider głównie zajmuje się krytykanctwem i dorabianiem ideologii , krótko mówiąc politykowaniem, zamiast zająć się tworzeniem nowej muzyki czyli tym co przecież umie a na co wszyscy czekamy.
Jazza, jak rozumiesz, na przeszkodzie stoi brak kasy.
Bardzo fajny artykul
Na Piorunersow to bym sie machnela koncertowo, slowo daje
Co do plyty ‘Heavy metal shanty’: jesli oznaczaloby to nagrania m.in. ‘Baby ze stali’ i innych standardow przez Strefe Mocnych Wiatrow i inne kapele – to jestem jak najbardziej za
Mordewind, podobnie jak Smugglers, to też kapela folk-rockowa.
Jestem ciekawy, które kapele nazywają swoją muzykę rock-szantową?
„Przy okazji Grzywa, SMW wykonywała i to doskonale tak „Pożegnanie Liverpoolu” jak i „Babę ze Stali”. Rozumiem kierunek rozwoju zespołu, ale czasem naprawdę żal, że nie zagracie już żadnej Shanty…”
Czasem korci mnie nagrać płytę z szantami, ale:
1. Kasa
2. Kasa
3. Kasa
„HEAVY METAL SHANTY” – tak nazwałbym taką płytę.
Tytułem uzupełnienia: Anglosaski szantymen napisał mi, że aczkolwiek nie jest przeciwny urockowianiu Shanties (Rocking the Shanty), zdecydowanie prosi, by używając słowa Shanty odnosić to do Shanty, nie rozmywać tego pojęcia. Zapomniałem wspomnieć o tym w artykule, za co przepraszam.
Tytułem komentarza: Oficjalne stanowisko zespołu Smugglers jest takie, że są kapelą folk-rockową, co szanuję.
Przy okazji Grzywa, SMW wykonywała i to doskonale tak „Pożegnanie Liverpoolu” jak i „Babę ze Stali”. Rozumiem kierunek rozwoju zespołu, ale czasem naprawdę żal, że nie zagracie już żadnej Shanty…
Brawo!
Jeśli energia Autora pójdzie w kierunku pisania takich artykułów, to jestem spokojny o przyszłość tego Portalu.
Konkretny kawał dobrej roboty.
Rock szanty.
Tak, Piorunersów z całą pewnością można zaliczyć do zespołów rock-szantowych, zwłaszcza po wysłuchaniu przedstawionych powyżej kawałków.
Jest szanta, jest rockowe granie (brawo Jasiu! Twój Gibson ma piękne brzmienie!), jest odpowiedni klimat.
Jak dla mnie ciut za delikatny ten rock, ale rozumiem, że jak na tamte czasy to ostrzej zagrać nie wypadało.:))
Moja definicja (jeśli już w ogóle definiować muzykę) rock szant jest taka:
szanta + rock = rock szanta.
Zgodnie z tą definicją Piorunersi mają w swoim repertuarze rock szanty.
Smugglersi tak samo.
Czy Spinakery też? Nie wiem, czy nagrali jakieś szanty, ale troszkę roczka to swojego czasu w Ich muzyce było.
Tyle o prekursorach. Krzysztofa Klenczona pomijam, bo jednak incydentalnie napisał kilka piosenek o żeglowaniu i szant w jego repertuarze raczej nie znajdziemy.
Chyba, że przyjmiemy iż szanta to każda morka piosenka. Moim zdaniem tak nie jest.
Co nam przyniesie przyszłość? Morskiego punka? Może rozwinie się morski heavy metal?
A może ktoś zacznie grać progresywnego rocka morskiego?
Tak, czy siak muzyka w miejscu stać nie chce.
Heavy metalowe szanty? Czemu nie? Tylko nie zapominajmy, że SZANTA jest SZANTĄ.
Tak to rozumiem. I dlatego nie określam siebie mianem rock szantowca.
Autorowi gratuluję – fajny artykuł.
Pozdrawiam, Grzywa.