Zaglądając sobotniego wieczoru 30 listopada do warszawskiego Gniazda Piratów
można było odnieść wrażenie, że trafiło się na stare cmentarzysko albo wręcz
do piekielnych czeluści. Półmrok, kobierzec z opadłych liści pod stopami,
zawodzenia potępieńców, przemykające między drewnianymi ławami i filarami
upiory, strzygi, czarownice, diabły, mroczni rycerze, gotyckie czarne damy -
a na scenie Strefa Mocnych Wiatrów. W takiej atmosferze stołeczni i
przyjezdni fani dobrego rockowego grania obchodzili „święto z importu” -
Halloween.
Tego dnia wszystkich gniazdowych gości obowiązywały przebrania. Zmuszeni do ”ruszenia głową”, wykazali się nie lada kreatywnością i pomysłowością. Sami bohaterowie wieczoru również ukazali się publiczności w okolicznościowym image’u – Grzywa wystąpił w policyjnej czapce, Adam w kowbojskim kapeluszu i demonicznym makijażu, Arek i Darek podobnie, tyle że bez nakryć głowy. A repertuar tego wyjątkowego koncertu wpasował się idealnie w jego klimat.
Wszechobecna w utworach SMW krew, walka i śmierć to wymarzone na taki wieczór tematy. Zespół zagrał trzy sety, a przerwy pomiędzy nimi twórczo zagospodarował prowadzący koncert Tomasz „Emeryt” Lenard. W pierwszej trzy zespoły złożone z ochotników z publiczności miały za zadanie odegrać scenki ze znanych filmów grozy z własnym „dubbingiem” – zwyciężyła ekipa, której scenariusz nawiązywał do ostatnich wydarzeń ze świata polityki. W drugiej przerwie wybierano Króla i Królową Balu – pierwszy z tytułów przypadł w udziale talibowi Abdulowi, a drugi – uroczej blond diablicy Heldze z paznokciami pomalowanymi w krzyże (znowu polityka?
). Bar też stanął na wysokości zadania – „Krwawą Mary” można było kupić za połowę ceny.
Zabawa przy „Milczącej flocie”, „Pieśni skazańca”, „Królach mórz”, okraszonych tradycyjną, wyrywającą z butów perkusyjną solówką „Kanonierach”, dynamicznym „Robinsonie Cruzoe”, „Jestem nikim” i innych utworach trwała do
„godziny duchów”, a później Strefę zastąpił DJ Superman, który zadbał o to, by mroczni goście nie opuścili za szybko cmentarzyska. Co tu dużo mówić - było po prostu strrrasznie wspaniale!


























Bardzo dobrze! Artykuł był zresztą elegancko przygotowany. Gdyby nie zawodność serwera – w ogóle nie byłoby sprawy.
Tosiu
jak już mi naprawią kompa, będę mieć więcej czasu na naukę obsługi wstawiania i inne „porzyteczne żeczy”
Sorry! Serwer ssał niemiłosiernie. Wstawienie tego zajęło dwie i pół godziny. Zmiany edycyjne – znikały. Masakra.
A potem padłem i nie spojrzałem w nagłówek.
BTW, czemu sama nie wstawiasz, Makenziu?
Gwoli ścisłości – powyższy artykuł popełniłem ja, Jarząbek