RockSzanty.pl: Ten artykuł uległ uszkodzeniu przy awarii 22.10.2010 – zostanie poprawiony.
Coś w zasadzie przydałoby się napisać,
ale wrażeń tyle naraz, że człowiek sam nie wie co pisać, żeby o niczym ważnym nie zapomnieć. Czy jeśli napiszę, ze bardzo mać zajebiście mi się podobało, to kogoś zaskoczę??
Najpierw myślałam, że Muzyczne Perły 2010 (MP) i Warszawskie Inspiracje Szantowe (WIS) wypadły w terminie dla mnie osobiście najgorszym z możliwych (niektórzy z Was wiedzą dlaczego), a okazało się, że Festiwal ten był dla mojej duszy wybawieniem. Muzyka wiele może, bardzo wiele. Właśnie się przekonałam o tym po raz kolejny. Ale wracając do tematu…
Dla mnie MP i WIS zaczęły się we czwartek 7.10.
Wieczór bardziej balladowy, spokojny, niż rock-szantowy, ale przeuroczy niesamowicie. Tego wieczoru zakochałam się w piosenkach Piotra Bukartyka! (słyszałam Go niejednokrotnie w radiowej Trójce, ale to tylko skrawki były…) zakupiłam sobie Jego płytę pt. „z czwartku na piątek” i zasłuchuję się nią codziennie.
Tego dnia usłyszałam po raz pierwszy jak śpiewa Romek Roczeń. Romek sam w sobie jest przeuroczym człowiekiem, emanuje z niego jakiś taki spokój, sympatia do świata, którą świat i jemu oddaje Piosenki, które wykonuje Romek lubię i są mi dobrze znane, ale koncert nie powalił mnie na kolana (co niektórzy przyjęli z wielkim zdziwieniem )
Później nowe oblicze Magdy „Rudzi” Raczyńskiej i Michała „Słowika” Słowikowskiego z zespołu Velbot, którzy postanowili spróbować sił jako duet śpiewając swoje autorskie spokojne, balladowe kawałki no i Windjammersi, których bardzo dawno nie słyszałam, a tu miałam okazję posłuchać w powiększonym składzie o skrzypce.
Dla mnie czwartek w Korsarzu to Piotr Bukartyk, Rudzia ze Słowikiem i Windjammers.
Piątek 8.10 to wieczór wspaniały i straszny zarazem. Wspaniały muzycznie, straszny osobiście…
Nie mogłam uczestniczyć w koncertach od początku, udało mi się jednak dotrzeć na dwie ostatnie piosenki Banana Boat (załapałam się na akcję rzucania biustonoszami i majtkami ), najpierw żałowałam, że nie było mi dane wysłuchać całego koncertu, ale później doszłam do wniosku, że lepiej dwa kawałki BB niż wcale.
Prawdziwe Perły – też słyszałam ich po raz pierwszy na żywo (staram się nie słuchać najpierw płyt czy YT, bo potrafią zniechęcić do pójścia na koncert, a odbiór koncertowy okazuje się świetny! przykładem takim u mnie są Piorunersi ) – Perły wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, koncert mi się bardzo podobał i jeśli kiedyś będą grać w Warszawie, to chętnie pójdę posłuchać.
No i oczywiście wyczekiwany przeze mnie występ konkursowego Z dala od Zgiełku! Moje ulubione piosenki to autorska „Moje żeglowanie” i aranżacja „Bijatyki”. No czad po prostu! Później jeszcze Klucz od Kilwatera poprawił mi samopoczucie swoim mocnym brzmieniem i wieczór pomału się kończył.
Piątek w Korsarzu to dla mnie: Banana Boat, ZdoZ, Perły i KOK.
Sobota 9.10 – najbardziej wyczekiwany i najbardziej pożądany wieczór Muzycznych Pereł i WIS-u
Bo przede wszystkim moja ukochana Strefa Mocnych Wiatrów! Ale także Mordewind (szaleństwa podsceniczne przy Syrence chyba nam weszły już w krew, prawda?? ), także ODN z zaczarowanymi skrzypcami Jelonka! Już sam fakt wystąpienia tych trzech zespołów jednego wieczoru w jednym miejscu, to dla mnie mega hiper dziki Orgazm Bez Seksu czyli OBS!
No i doczekać się nie mogłam zespołów, których nigdy na żywo nie słyszałam, tj. OjTam-ów, Noku Rei czy Wikingów. Molly Malone’s słyszałam już w Serwach i wiedziałam czego się można po nich spodziewać, a można sporo! Żałowałam tylko, że scena w Korsarzu była taka mała i długowłosy gitarzysta zespołu nie mógł poszaleć na scenie tak jak na Serwach – a mówię Wam: czaaaddduuuu umie dać!
OjTam’ki – na ich koncert muszę iść raz jeszcze tak czy owak, bo szczerze mówiąc nie za bardzo się skupiałam podczas ich występu – grali jako pierwsi, a ja w tym czasie albo witałam się ze znajomymi, albo kogoś szukałam, albo cośtam jeszcze innego To co udało mi się wyłowić, podobało mi się, dlatego muszę muzycznie to powtórzyć.
Nok Rei – noooooooooo mega pozytywny odbiór! Zaskoczona byłam bardzo (in plus!) Zaczarowali mnie chłopaki – mogą być pewni, że jeszcze mnie na swoim koncercie zobaczą.
Wikingowie – podobnie jak Oj Tam – to co słyszałam wprawiło mnie w stan zadowolenia, ale skupienie jakieś nie za duże było: muszę powtórzyć koncertowo.
Cały sobotni wieczór był magiczny. Muzycznie i towarzysko. Poznałam tylu nowych ludzi! A ja kocham ludzi, dobrze się z nimi czuję i lubię jak jest nas dużo dużo dużo! Kocham muzykę.
Zestawienie:
- Dużo muzyki i dużo – w zasadzie mniej lub bardziej znajomych – ludzi w jednym miejscu to miód na moją duszę. Z niektórymi dane mi było spędzić więcej czasu, a co za tym idzie lepiej się poznać. (Ędriu, powtórz Siostrze, że choreografia z Nią i pod Jej kierownictwem to cudne przeżycie, tak samo jak picie z Nią wódki i jedzenie z jednego talerza! )
- Osoby, którym szczególnie chcę podziękować za te kilka dni to Jazza, Ędriu, Eustachy i Justyna, Agnieszka, Rudzia i Arczi – uwielbiam Was normalnie, bez Was byłoby dużo szarzej.
- Markowi buziak za przywożenie i odwożenie, czyli niejako za kawałek „opieki” no i za zdjęcia, których jeszcze nie ma, ale na pewno są przecudowne
- Jurorom WIS-u wielki za ciężką robotę.
- Obsłudze Korsarza, barmanom i barmankom za wszystko: za czas, cierpliwość i wyrozumiałość i za uśmiech nawet o 6:00 rano
- I wreszcie: chcę podziękować Sławkowi Sobotce za taki kawał dobrej roboty. Impreza mega zajebista! Doskonale przygotowana, przemyślana niemal* pod każdym względem. Noclegownia dla zespołów na miejscu, obsługa baru na wysokim poziomie: szybko i sprawnie i z uśmiechem (!!), bar czynny CAŁĄ DOBĘ (brawo!) – naprawdę całą, bo wychodząc w sobotę a w zasadzie to już w niedzielę po 6:00 obsługa była w gotowości, nieco też już zmęczona i lekko na chwiejnych nogach (ze zmęczenia a nie alkoholu – gwoli jasności…), Sławek non-stop między/z ludźmi. Pełna integracja i zainteresowanie tym, co dzieje się w tawernie. Nie wiem jak inni, ale ja czułam się jakoś tak… „rodzinnie”. Fajne uczucie. Dziękuję!
- Podziekowania za obsługę i przygotowanie WP i WIS-u należą się również w mojej ocenie żonie Sławka. Uwijała się jak pszczółka, ciągle widziałam ją „coś załatwiającą”, pełniącą czujną wartę myślę, że sporo Sławkowi pomogła, więc i Jej dziękuję.
- (jedyny minus – brak ochrony pod sceną – tu bym proponowała poprawić organizację w przyszłym roku)
Bankowo o czymś zapomniałam napisać, ale jak pisałam na początku: za dużo wrażeń i wydarzeń, myśli kłębią się pod czaszką i gnają jedna za drugą migając kalejdoskopem zdarzeń i odczuć więc mogłam o czymś po prostu zapomnieć
I całkiem na koniec: dziękuję wszystkim, których dane mi było poznać czy spotkać. Ludziom z zespołów za możliwość poznania poza sceną, w warunkach polowych niejako Dziękuję za wspólną zabawę, za rozmowy, śmiech i wspólne śpiewanie. Dziękuję za after-party w podziemiach i za pomoc w „zalewaniu robaka”
No tak po prostu, po ludzku (ale dziko!) – dziękuję Wam.


















