Metalowi Piraci czyli Phono Faber oraz Chłopaki z Pragi czyli Mordewind;
Obie kapele rock-szantowe biorące udział w niedzielnych koncertach Szant nad Zalewem, czyli Wieliszewa 2010 to zespoły wielkiej sceny. Atutem Phono Faber jest potęga brzmienia i ruch sceniczny. Atutem Mordewindu niuanse muzyczne, artykulacyjne. Oba zespoły mogą pokazać na wielkiej — doskonale nagłośnionej — estradzie całość swego kunsztu wykonawczego; (bywa, że w tawernach troszkę się tego gubi).
Phono Faber
.
Korzenie trójmiejsko-warszawskiego zespołu
to historia zmian składu, brzmienia i błyskawicznego wstawania na nogi. Zespół od którego wszystko to się zaczęło to Ciąg Dalszy Nastąpił (CDN). W jego burzliwej historii występowali w nim (w różnym okresie) Adam „Tołdi” Kubiarczyk (przez wiele lat lider kapeli), Damian „Długi” Kociołek , Mirek Stanisławowicz, Tomek Nowik, Arek Disterheft, Dominik „Muzir” Haczewski, Jacek Skrzydlak oraz Adam „Toffik” Wołoszczuk. W roku 2007 CDN pojawił się na festiwalu Rock Szanty Serwy w niezwykłym i unikatowym składzie przywożąc Arka Disterhefta, grającego na saksofonie i syntezatorze! Był to jedyny skład z takim instrumentarium w całym środowisku szantowym! Na Serwach 2007 rozpoczęła się zresztą integracja środowiska rock-szantowego czy też jak kto woli rocka marynistycznego, co zaowocowało płytą-składanką „Rock & Shanty” (2009), dokumentującą zaistnienie naszego nurtu w postaci zorganizowanej. Na płycie tej odnajdziemy CDN w ostatnim składzie.
Jesienią 2009 roku lidera, wokalistę i gitarzystę Adama Kubiarczyka zastąpił warszawiak, Tomasz „Gr0m” Paciorek. Adam reaktywował CDN jako zespół żeglarskiego folku, a nowa kapela rockowa przyjęła nazwę Phono Faber. Zespół podniósł się na nogi bardzo szybko, zdobywając dwie główne nagrody na festiwalu Łódzkie Inspiracje Szantowe. W lipcu 2010 po raz ostatni zagrał z zespołem Arek Disterheft, a do zespołu przyjęto drugiego gitarzystę. I w nowym składzie „Phoniaki” zostali laureatami tegorocznego festiwalu Rock Szanty Serwy. Obecnie Phono Faber to:
- Dominik „Muzir” Haczewski (gitara elektryczna)
- Jacek Skrzydlak (perkusja, sampler)
- Adam „Toffik” Wołoszczuk (gitara basowa, sampler)
- Tomasz „Gr0m” Paciorek (frontman, śpiew, czasem gitara akustyczna)
- Łukasz „Długi” Grzelecki (gitara elektryczna)
Obecnie Phono Faber jest bez wątpienia
najciężej grającym zespołem rock-szantowym/maritime rockowym. Przesunięcie do bardzo ciężkiego metalu słychać właśnie teraz, w bieżącym składzie. Zasługą tego jest nie tylko praca instrumentalistów, ale także śpiewny, rockowy głos Gr0ma. W repertuarze kapeli znajdziemy w tej chwili kompozycje autorskie (zaliczane do gatunku maritime rock – własne pieśni o morzu w konwencji rocka), na przykład Eilean Mor, Krwawy, Galernik (autor: Damian Kociołek) czy W Nogi; ale także doskonale i nietypowo zaaranżowane standardy pieśni żeglarskiej, choćby Mewy (autor: Tomek Opoka) czy istna herezja: Press Gang (trad. sł. pol Andrzej Mendygrał) wykonany w najcięższym z brzmień.
Dociążenie brzmienia stało się możliwe dzięki zwerbowaniu do kapeli doskonałego gitarzysty Łukasza Grzeleckiego. Dzięki temu Muzir stał się w pierwszej kolejności gitarzystą solowym, Łukasz rytmicznym. Funkcje instrumentalistów w zespole są dokładnie określone, ale to cała czwórka solidarnie kreuje brzmienie.
Warto dodać, że zespół w braku klawiszowca daje sobie radę wykorzystując sampler programowany przez basistę i obsługiwany przez perkusistę. Dzięki temu w pewnych pieśniach pojawia się specyficzny nastrój grozy, mroku.
Frontman Gr0m
nie tylko świetnie śpiewa, ale także tańczy, „trącha dyńką” oraz — co najważniejsze — ogarnął doskonale zespołową konferansjerkę. Jestem zdania, że ten ostatni element wciąż jeszcze kuleje w rock-szantowym światku, chociaż mógłbym już wymienić ze trzy kapele, które w tej kwestii nie mają się czego wstydzić
Z zabawnych wydarzeń można wymienić benefis Toffika. Basista zespołu zaprezentował swoją ekstremalnie szczupłą klatkę piersiową, a nawet tarzał się po estradzie!
W uszach i oczach miłośnika rocka: Phono Faber pozytywnie „zniszczyli” Wieliszew. Wielkie brawa!
Moja dzisiejsza reminiscencja? „Victory – zwycięstwa smak, Victory – litości brak!” – przepiękna pieśń grana przez zespół zaraz po intro. Oni zwą to „pirate rock”
Mordewind
.
Sześcioosobowa orkiestra: dwa zestawy perkusyjne i cztery wokale, czterech chłopaków z warszawskiej Pragi i jeden Słowak – tak najkrócej można opisać kapelę Mordewind.
Jeden z najsłynniejszych polskich zespołów w środowisku folkowo- i rockowo-szantowym
zawdzięcza swoją ogromną popularność umiejętnej fuzji rozmaitych gatunków muzycznych, autorskich — trafiających do serc tak żeglarzy jak i nie-żeglarzy — pieśniach Mariusza Qczy Kuczewskiego, biegłości instrumentalnej, jak i osobowościom członków formacji. W tym roku Mordewind można było spotkać tak na krakowskich Shanties, Przystanku Woodstock, Rock Szanty Serwy jak i w Wieliszewie.
Zespół który rozpoczął działalność koncertową nie gdzie indziej jak nad Zalewem Zegrzyńskim w 1999 roku dorobił się dwóch płyt studyjnych oraz zupełnie ostatnio — płyty koncertowej „X” (recenzję tej płyty znajdziecie w naszym dziale Wydawnictwa). Obecnie tworzą go:
- Mariusz Qcza Kuczewski (śpiew, gitara akustyczna)
- Paweł Szymiczek (śpiew, gitara elektryczna, dudy)
- Dariusz Goc (śpiew, gitara basowa)
- Krzysztof Brat Kłos (śpiew, instrumenty perkusyjne)
- Juraj Gergely (perkusja)
- Krzysztof Szmytke (skrzypce, mandolina)
Mordewind trudno jednoznacznie zaklasyfikować stylistycznie.
Dzięki bogatemu instrumentarium i zgrabnym aranżacjom są w stanie grać zarówno silnie folkowo jak i konkretnie rockowo. Obecnie w graniu „Mordek” jest niewiele folku, dominuje instrumentarium rockowe, soczyste i energiczne, motoryczne granie. Mordewind buduje nastrój od pierwszego utworu „Burza”, przechodząc przez „Chłopcy do rej”, w którymś momencie grają nie-żeglarską ale radosną pieśń „Tłusty szef”, roztkliwiają publiczność utworem „Madame”, kończą porywającą pieśnią „Szarłat”.
„Szarłat” – pieśń opowiadająca o urokach leżącej nad rzeką Narwią wsi kończy się potężnym graniem na dudach przez Pawła Szymiczka. Tym razem – zawiódł mikrofon. Warto było widzieć Qczę, który z uśmiechem absolutnej pewności radośnie puknął palcem źle kontaktującą wtyczkę – i zagrało!
Mnie dziś po głowie chodzi pieśń Pawła Szymiczka „A Ty idź” – mistrzostwo rytmu i budowania nastroju, z „kroczącym” rytmem zwrotek.
Jedna z pieśni przypadła wyjątkowo do gustu wieliszewskiej publiczności. Mowa o „Syrence”, pieśni Chłopaków z Pragi, którzy zapraszają naszą stołeczną pół kobietę, pół rybę do odwiedzin na „praskim brzegu”. A Wieliszew… jest właśnie po praskiej stronie Wisły! Radość malującą się na obliczach widowni można zobaczyć na zdjęciu niżej.
Serdeczne podziękowania dla Mordewindu za doskonały występ!

Odwiedzamy praski brzeg przy Syrence: Łucja, Wiedźma, Dzika, Jazza, młody fan, Endriu, Tatun1, iBidd, Gr0m, młoda fanka, Stalich. Fot. Eustachy znaczy Rafał Turski
Żeby nie zabrakło
to jeszcze kilka sympatycznych ujęć.






































