Ostatnia amatorska relacja? ;-) [Szanty nad Zalewem, Wieliszew 2010]

Elektryczny. Adam Pier Naróg (Morże Być)

Kochani, stało się. Portal RockSzanty dzięki działaniom jednych dobrych ludzi, a przede wszystkim dzięki zaangażowaniu innych dobrych ludzi będzie się zmieniał. Pojawili się fotoreporterzy, pojawili się filmowcy. Co więcej, operują słowem równie zgrabnie jak obiektywem i światłem. Jestem im ogromnie wdzięczny – za ich czas, za zaangażowanie, za to, że im się chce; za to, ze Portal zacznie żyć własnym życiem i nie będzie potrzebował już kopniaków na rozpęd. A mimo to, czasem jest tak, że nasi mistrzowie po prostu nie mogą się pojawiać w każdym miejscu i czasie. Stąd zaryzykowałem reportaż robiony w warstwie wizualnej taniutkim sprzęcikiem. I zachęcam każdego do spróbowania swych sił – niech magiczne momenty nie ulecą w niepamięć.

Esencja tegorocznego Wieliszewa. Od lewej nasz fotoreporter Marek "Wąski" Relich znany jako Binabik, starosta Igloopolis i redaktor RockSzanty.pl Andrzej "Endriu" Musiałowicz oraz Mateusz "Uti" Uchman (Morże Być)

A teraz – o udziale rock-szantowców w pierwszym dniu festiwalu o oficjalnej nazwie „Szanty nad Zalewem” czyli popularnie, o festiwalu wieliszewskim, odbywającym się corocznie nad Zalewem Zegrzyńskim. Jego cechą jest mieszanie – fusion – stylów muzycznych. Odnajdziemy tam ciekawe zespoły folkowe spoza środowiska szantowego, przedstawicieli szanty (także klasycznej), zespoły piosenki żeglarskiej poruszające się w szeroko pojętym folku, nie braknie także zespołów rockowych. Takich, jak otwierająca tegoroczny festiwal (21 sierpnia 2010) podkarpacka kapela Morże Być.

Morże Być. Od lewej Kaśka, Uti, Ignac, Łuki, Marcel, Pier.

Najpierw jednak o festiwalu jako takim. Po pierwsze, trzeba podkreślić doskonałą organizację całości imprezy. W tym roku estrada została ustawiona tak, żeby słońce nie podgrzewało artystów, ani żeby nie zasypywał ich niesiony wiatrem piasek. Do punktów gastronomicznych blisko. Toalety w dużej liczbie ulokowane tak, żeby były niedaleko, ale żeby nie przeszkadzały. Porządne zasady parkowania pojazdów. Work Camp – międzynarodowa grupa ludzi zajmująca się między innymi porządkowaniem terenu ze śmieci pomiędzy imprezami. Zakaz występowania w stanie wskazującym na spożycie (!) i wnoszenia na scenę słodkich napojów (!) Żelazne pilnowanie porządku i harmonogramu przez kierownika sceny – Tomasza „Emeryta” Lenarda (nie wspominając o cudnej konferansjerce w Jego wykonaniu). Znakomite nagłośnienie i fachowi realizatorzy dźwięku. Dobrze wymyślone zasady konkursu (odbywał się w niedzielę w Gnieździe Piratów w Warszawie) – tylko autorskie utwory, a laureat dysponuje czasem na pełny koncert w Wieliszewie! Znakomicie zorganizowane miasteczko namiotowe „Igloopolis” zarządzane przez starostów Andrzeja Musiałowicza oraz  Joannę „Indy” Błażejewską-Radzio. Instytucja „Aniołów” – opiekunów uczestniczących w imprezie podmiotów wykonawczych. Rotacja wykonawców – roczna karencja po występie dla wykonawców z danego roku – aby nie wprowadzić monotonii w programie festiwalu. Na pewno o czymś zapomniałem… Ogromny szacunek dla Organizatorów – szczególnie dla Emeryta – bo to on jest dobrą duszą stojącą za Szantami nad Zalewem.

Uśmiechnięci. Od lewej Pier, Łuki, Kaśka, w tle Emeryt

Wracamy do Morże Być. Zespół złożony początkowo z mieszkańców Łańcuta i okolic powstał w 2006 roku, później do formacji dołączyła Kaśka Wasilewska z Lublina, uznana w środowisku folkowym skrzypaczka/wokalistka (Samhain, Samuin). Siłą Morże Byciów jest synergia pomiędzy frontmanem Tomaszem „Ignacem” Orzechowskim – autorem tekstów i muzyki, a przy tym z zamiłowania bardem (gitarzysta i wokalista), oraz Łukaszem „Łukim” Burdą (gitara basowa), Mateuszem „Uti” Uchmanem (akordeon, śpiew), Adamem „Pierem” Narogiem (gitary, śpiew) oraz perkusistą – Marcel Golonka; wymienieni muzycy dali Ignacowi coś bardzo ważnego: zespół. Grupa bardzo szybko zorientowała się, że środowisko nie zaakceptuje kapeli wykonującej piosenki żeglarskiej z syntezatorem. Szybka zmiana instrumentu przez Utiego na akordeon i kapela zaczęła zgarniać nagrody na wszelakich konkursach – począwszy od festiwalu RAFA 2006 w Radomiu.

Kaśka (tak każe się nazywać) - zespołowy ogień.

Morże Być – mający w dorobku autorski album „Chce mi się morza” – grają… tak wiem, to niemodne słowo… piosenki. Urocze, raz wesołe, raz refleksyjne – ale piosenki. Muzycznie mamy do czynienia z syntezą lekkiego rocka, folku, a nawet country. I masa zaaranżowanej na zespół rockowy poezji śpiewanej. Niesamowite!

Jestem fanem Morże Być od wspomnianej wcześniej RAFY. Cieszyłem się z kapelą wygraną wtedy przez nich taniutką gitarą klasyczną, dzwonem, który powiesili w drzwiach sali prób. A dzisiaj?

Razem. Łuki, Uti, Ignac

Zespół osiągnął pełną dojrzałość artystyczną i jest bardzo uniwersalny. Daje sobie radę tak na festiwalach hmmm szantowo-folkowych (Szanty pod Żurawiem), niejeden raz byli na Rock Szanty Serwy (ba! Wygrali tam konkurs!), uczestniczyli w nagraniu koncertowej składanki rock-szantowej „Rock & Shanty”, a wiem, że dają sobie doskonale radę poza światkiem piosenki żeglarskiej; są popularni na Podkarpaciu, występowali niejednokrotnie w wojewódzkiej TV, są laureatami lokalnych plebiscytów. Mnie szczególnie ujęła ostateczna decyzja gitarzysty solowego zespołu — Adama Naroga — o grze wyłącznie na gitarze elektrycznej (no chyba, że klimat imprezy będzie wymagał instrumentu akustycznego). Słuchałem Morże Być w minioną sobotę nie tylko w Wieliszewie, ale także w warszawskiej tawernie Korsarz. Urzekało mnie współbrzmienie skrzypiec Kaśki i gitary Adama, pięknie harmonizujące z trzecim „głosem” melodycznym – akordeonem Utiego. Trzeba podkreślić rewelacyjne aranże i absolutną selektywność – konieczną przy czterech głosach i sześciu instrumentach – toż to orkiestra jest. Nie mogę też nie wspomnieć o profesjonalizmie kapeli – wyposażona we własny backline doskonałej jakości. No ale to nie dziwi, biorąc pod uwagę, że liczni reprezentanci kapeli są… nauczycielami muzyki, więc jakby rozumieli zagadnienie.

Marcel. Połowę brzmienia -- wierzcie czy nie -- zespół rockowy zawdzięcza siedzącemu z tyłu estrady perkusiście

Piękne dzięki Morże Byciom za sobotę gdzie zapewnili tyle przeżyć… ale także wyrobionej publiczności!

A teraz następuje amatorski materiał. Cztery filmiki z występu Morże Być w Wieliszewie. Niech mnie zespół nie powiesi, ale bardzo chciałem te materiały tutaj zamieścić.Z wideo dowiecie się, jak na scenie słyszy sam siebie występujący zespół – dwa razy z perspektywy gitarzysty, raz z perspektywy skrzypaczki. Jak wiadomo „najważniejsze, żeby muzyk sam siebie dobrze słyszał, za przody nie my odpowiadamy” – głosi znana maksyma. No i przewesoła publiczność bawiąca się pod sceną. Niech więc  to będzie mi wybaczone ;-)

Filmy

Morże Być – Tancereczka (z punktu słyszenia gitarzysty)

Get the Flash Player to see the wordTube Media Player.

Morże Być – Cztery Krople (z punktu słyszenia skrzypaczki)

Get the Flash Player to see the wordTube Media Player.

Publiczność wieliszewska bawi się przy „Sztormowym Niemym Kinie”

Get the Flash Player to see the wordTube Media Player.

Pani starościna Indy przez moment tańczy w moim kapeluszu ;-)

Morże Być grają „Tango na wyjście z portu” na bis – bardziej rockowo niż zwykle!

Get the Flash Player to see the wordTube Media Player.
Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Flaker
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Grono.net
  • Gwar
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
Antek Stalich

About Antek Stalich

Antek Stalich (wł. Stefan Mikulski) - Uczestniczył w tworzeniu ruchu punk-rockowego w Polsce w latach 1978-1980 (wydawca fanzinu SZMATA). Kontrowersyjny publicysta szantowy oraz backman zespołu Niezwykle Kontrowersyjni. Poglądy wyrażone w artykule są ściśle prywatnymi opiniami Autora.