Należę do kategorii osób, którym ciężko sobie wyobrazić prowadzenie auta, gdy w tle nie brzęczy jakaś muzyka. Zwłaszcza w długiej trasie. Najlepiej się wówczas sprawdza coś z wykopem, motorycznego, zachęcającego do depnięcia na gaz. I taki jest debiutancki krążek krakowskiej grupy NorFolk, zatytułowany ?Bunt?.
Pierwszy raz usłyszałam NorFolk na Shanties 2009 i nie powiem, żeby mnie jakoś szczególnie zachwycił. Gitara, bas, perkusja, wokal, akordeon ? ot, zwykła rockowa grupa, może tylko ten akordeon był czymś, co odróżniało NorFolk od setek takich kapel. Potem był jakiś koncert w warszawskim Gnieździe Piratów, gdzie ponownie mogłam, już dłużej, posłuchać tego zespołu i nieco dokładniej przyłożyć ucho do generowanych przezeń dźwięków. Zauważyłam, a może raczej ?zausłyszałam? wtedy, że chłopaki mają w sobie potencjał i ogień, który pozwolił im, zresztą słusznie, zyskać uznanie jury w konkursie w ramach ubiegłorocznej edycji festiwalu Rock Szanty Serwy.
Wreszcie wpadła mi w ręce ich debiutancka płyta, wydana zimą tego roku. Testowałam ją w samochodzie w drodze z Serw do Krzywego nad jeziorem Rajgrodzkim, a w tej chwili słucham w domu i muszę przyznać, że to jest CD, którego nie da się słuchać ?stacjonarnie?. Dusza w unieruchomionym, przygniecionym laptopem ciele ma ochotę sprowokować je do podjęcia jakiejś, chociażby rowerowej, wyprawy. Otwiera je tchnący zapachem prochu tytułowy ?Bunt?. Dynamiczna aranżacja tego utworu, zmieniająca się rytmika, liczne akordeonowe wolty, okrzyki, perkusyjne bicie przypominające szczęk broni ? to wszystko sprawia, że o buncie na ?Bloody Mary Jane? opowiada nie tylko tekst, ale też muzyka. Atmosfera uspokaja się w kolejnej piosence pt. ?Kapitan Nash?. W tej spokojnej balladzie mówiącej o przygotowaniach do morskiej wyprawy przeciwko piratom i czekającym załogę okrętu zwycięstwie pobrzmiewa pewność siebie i wiara. Potem muzyka znów się rozpędza w kolejnym utworze ? ?Korsarze?, wykonywanym niegdyś przez Psią Wachtę, by przystopować w następującej po ?Korsarzach? spokojnej ?Samotności?. W dalszej części płyty znów mamy energię i pazurzaste rytmy okraszone akordeonowymi galopadami, z jednym małym balladowym wyjątkiem w postaci ?Wagabundy?. Na szczególną uwagę zasługuje utwór pt. ?Nie ma?, opowiadający o matce wyczekującej powrotu powołanego do marynarki i wysłanego na wojnę syna. Nie jest to bynajmniej ckliwa, ?sierceszczypatielna? piosenka. Tęsknota matki jest tu właściwie tylko tłem, na pierwszy plan jest tu wysunięta wojenna taktyka, skrupulatnie planowana przez dygnitarzy siedzących w ciepełku w gabinetach i pełna mobilizacja marynarzy na pokładach okrętów. Rozpędzony aranż podkreśla dramaturgię tej sytuacji i kontrasty ? tu wojenna zawierucha, huk dział, krew, a tu dom, gdzie przy stole samotna matka rozmyśla o swoim synu. Inne warte uwagi utwory to ?Lauren Gray?, zachwycający melodią i ?Czarna rafa? z ciekawym rozwiązaniem pod koniec ? ostatnia zwrotka piosenki została ?przemielona przez maszynkę do mięsa? i wyszedł z niej elektroniczny, transowy pomruk.
Ogólne wrażenie? Jazda, jazda i jeszcze raz jazda! I to nie chaotyczna, bez pomyślunku, ale dopieszczona w każdym calu. Ogień. Pazur. I dyktat akordeonu, który jest moim zdaniem głównym atutem NorFolk. Słowem, bardzo udane, godne polecenia wszystkim miłośnikom muzycznych opowieści o bitwach, rozlewie krwi i dalekich wyprawach morskich dziełko.




















Dzięki, Jazzunia
Przywiozę Ci dziś płytę do GP. A na tegorocznych Serwach zespół wystąpił zdekompletowany, uzupełniony muzykami z łapanki, choć też świetnymi, ale bez akordeonu to jednak nie to…
Makęziu, swietna recenzja!
Musze przyznac, ze NorFolk mialam w pamieci z konkursu RockSzanty Serwy 2009 i to w dobrej, lecz na tegorocznych Serwach absolutnie mnie nie zachwycili, niestety.
Jednakze Twoja recenzja spowodowala, ze musze posluchac tej plyty. Czasem warto wsluchac sie ‘na spokojnie’ w muzyke