Jestem nikim: cz.VI odc.1 – Złota Dekada, ale dla kogo? (1990 – 2000)

Cały ten polski kapitalizm miał dość ciekawe oblicze. Komuniści oddali część władzy, ale za to wzięli sobie pieniądze. Nowi zostali dopuszczeni do władzy, ale szybko okazało się, że kasa to rzecz nadrzędna, więc obie opcje polityczne w zasadzie przestały się różnić.

Każdy Polak stał się nagle milionerem. Zarabiało się przeciętnie jakieś dwa, dwa i pół miliona złotych miesięcznie. Pamiętam, jak w pracy robiliśmy sobie obrusy z banknotów o nominale dziesięciu złotych. Lech Wałęsa obiecywał, że da każdemu po sto milionów… Ha, ha, ha! Mieliśmy być drugą Japonią, a stawaliśmy się szybko krainą absurdu, w której naczelne hasło brzmiało: masz łeb i chuj, to kombinuj! Ubecy i byli milicjanci zakładali Agencje Ochrony. Czy to nie absurd? Ja, Grzywa-antykomunista, pracowałem swego czasu u faceta, który jeszcze niedawno takich jak ja kazałby wieszać.

Paranoja sięgała zenitu. I wszędzie te bazarowe „szczęki” i polowe łóżka z tandetnym towarem, i wszędzie disco-polo, i w każdym, oknie ta kraciasta antena do odbioru nowej stacji telewizyjnej Canal+, czy coś takiego i szał na telefony komórkowe i radosne otwarcia kolejnych McDonaldów i chłopaki wygoleni na łyso w tych swoich czarnych „beemwicach”, ubrani z nienaganne dresiki, panoszący się bezkarnie wszędzie tam, gdzie była łatwa, lewa kasa. Wołomin i Pruszków – oto dwa najważniejsze miasta w Polsce! Al Capone byłby dumny. No i paszporty! To nic, że bez wiz jeździliśmy chyba tylko do Austrii, ale za to mogliśmy poczuć się wolni. Mieliśmy paszporty w domach!

Potem denominacja. Hurrra! Mniej liczenia. Starsi nie mogli przywyknąć do nowych cen. Kurwa, jak to teraz przeliczać? Rodził się we mnie bunt. Jeszcze działałem. Podczas kolejnych wyborów zostałem nawet przewodniczącym Komisji Obwodowej, byłem w Komisji Skrutacyjnej, przez sito której przejść musieli kandydaci na radnych, byłem w Komisji Rewizyjnej zakładowej „Solidarności”, zorganizowałem strajk okupacyjny, ale już wtedy coraz częściej się zniechęcałem do jakichkolwiek działań. Czara goryczy przelała się podczas takiej rozmowy:

- Darek, dlaczego nie chcesz kandydować na radnego? Ty wiesz ile tam jest pieniędzy do zarobienia? Można się naprawdę nieźle urządzić.

- Nie interesują mnie pieniądze – odparłem i z niesmakiem zakończyłem temat.

Kurwa, może nie wpieniłbym się wtedy tak bardzo, ale to JA osobiście rekomendowałem tego frajera na stanowisko radnego! Wielu się wtedy skurwiło. Mój rozmówca nie był jedynym. Odszedłem z pracy. Musiałem napisać jakieś specjalne podanie, bo przecież członka Komisji Zakładowej nie można było tak po prostu zwolnić – byłem po ochroną. Dostałem sporą odprawę i poszedłem sobie w świat.

Załapałem się do roboty w klubie „Riviera-Remont”. Tu byłem u siebie. Muzyka, muzyka, muzyka. Pracowałem jako oświetleniowiec, czasem jako naglośnieniowiec. Obsługiwałem po pięć do siedmiu koncertów tygodniowo! Mogłem grać do woli na lampowych Marshallach, mogłem pograć sobie na perkusji marki ‘”Tama”, mogłem z bliska przyjrzeć się próbom T.Love, Maanamu, czy zespołu Hunter. Tutaj naprawdę się działo. Raz w tygodniu folk, raz w tygodniu jazz, raz w tygodniu heavy metal, raz w tygodniu rock/blues/punk… Cała masa znakomitych i mniej znakomitych koncertów.

„Remont” był kiedyś zajebistą koncertownią. Raz to nawet obsługiwałem koncert tzw. szantowy! A co! Ktoś tam powiesił jakieś żagielki, ze dwa pagaje, koło ratunkowe, kawałek rybackiej sieci i scenografia była jak się patrzy! Kto tam wtedy grał te szanty? A bo ja wiem? Pamiętam tylko tyle, że to strasznie zalatywało chałturą.

Fajna ekipa przyłaziła do „Remontu”. To był jedyny taki klub w Polsce, gdzie można było spotkać tyle sław polskiej muzyki. To pobudzało moją wyobraźnię. Patrzysz, a tu basista z Perfectu, a tam Robert Gawliński. O! Idzie Muniek Staszczyk, a jutro zawita Kora. Na benefis Marka Karewicza przyszedł nawet Czesław Niemen. Świetny klimat. Dziś „Remont” to cień dawnego „Remontu”. Wielka szkoda. „To już minęło Ten klimat, ten luz Ci wspaniali ludzie Nie powrócą już”

Wyjechałem na Zachód. Podjąłem pracę w niemieckim cyrku. To był dopiero cyrk! Ale o tym następnym razem.


Do tej pory opublikowaliśmy:
Część I (Dzieciństwo)
Część II (Dorastanie)
Część III (A wszystko przez gitarę!)
Część IV (1982-1989)
Część V (Szalony rok 1989)
Część VI odc 1. (Złota Dekada – Ale dla kogo? 1990 – 2000 )
Część VI odc 2. (Cyrk)

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Flaker
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Grono.net
  • Gwar
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
Grzywa

About Grzywa

Grzywa, Dariusz Wołosewicz ur. 29 maja 1962 r w Warszawie. Muzyk zawodowy (wokalista, gitarzysta, basista, perkusista) i inżynier dźwięku, autor muzyki i tekstów, założyciel i lider formacji marynistycznego rocka Strefa Mocnych Wiatrów oraz akustycznego zespołu Portowi Lovelasi.