Nadszedł czas zmian. NSZZ „Solidarność” znów mógł działać legalnie. Wraz z grupą zaufanych ludzi rzuciłem się w wir wydarzeń. Organizowaliśmy spotkania z kandydatami na posłów i senatorów, marsze, wiece, szykowaliśmy się do wyborczej kampanii pod hasłem:
„NIE GŁOSUJĄC PRZEZ LENISTWO DAJESZ MANDAT KOMUNISTOM”
Roboty było po pachy. Współtworzyłem Komitety Obywatelskie na Pradze Północ, byłem członkiem Komisji Zakładowej „Solidarność” przy Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym na warszawskim Bródnie, brałem czynny udział w kampanii wyborczej, byłem mężem zaufania w Komisji Obwodowej i działałem, działałem, działałem, aż do zwycięstwa!
Sprzęt naglośnieniowy mojej kapeli służył kampanii wyborczej „Solidarności”.
Obsługiwałem dziesiątki spotkań i wieców. Nie brałem za to żadnych pieniędzy, co dzisiaj wydaje się jakimś absurdem. Wtedy nie myślalo się o pieniądzach. Wtedy myślało się o jednym: dokopać komunie! Taksówkarze wozili nas za darmo, ludzie przynosili nam jedzenie, młodzież rozwieszała plakaty i rozdawała ulotki – czuło się ten entuzjazm na każdym kroku.
Miałem sąsiada. Był milicjantem w stopniu porucznika. Widziałem, jak zrywał wyborcze plakaty. Takich jak on bylo wielu. Widziałem, jak nocą milicjanci demolowali witryny sklepów. Rozbijali wystawowe szyby. Nawet nie kradli. Chcieli wprowadzić chaos, wywołać strach.
Patrzcie, Polacy, ‘Solidarność” przejmuje władzę i od razu w kraju robi się burdel!
W ciągu handlowym przy ulicy Kondratowicza prawie wszystkie pawilony mialy wybite szyby! Ludzie zabijali wystawy jakimiś dyktami, wstawiali kraty, organizowali calonocną ochronę. Milicjanci byli wściekli, że idzie nowe. Naród nie dał się zastraszyć i dalej robil swoje, czyli dobijał komunę.
W ramach kampanii wyborczej zagrałem ze swoją kapelą kilka koncertów. Dużo ludzi, dużo otwartych serc i to piękne uczucie, że w końcu nie trzeba się bać. Sklepy nagle zapełniły się towarem. Można było kupić dosłownie wszystko! Jak grzyby po deszczu powstawały bazary i targowiska, w zakladach pracy wzrosly płace. Pamiętam swoje słowa: jak będę zarabiał 100 dolców miesięcznie, to uwierzę, że idzie ku lepszemu. Zarabiałem, a jak! W Narodzie obudził się przedsięboirczy duch.
Muzyka byla wszędzie. Mój kumpel handlował kasetami. Miałem ich z tysiąc! Wreszcie mieliśmy dostęp do muzyki!
Pojawiły się też instrumenty. Klawisze typu „Casio” można było kupić na każdym większym, osiedlowym targowisku. Lipne były te „samograje”, ale kto wtedy o tym myślał? Wieże grające z Berlina, ciuchy z Berlina, słodycze z Berlina …
„Berlin Zachodni, Berlin Zachodni
Tu stoi Polak co każdy chodnik”
I stał się cud: pojawił się PAPIER TOALETOWY!!!:)
I zimne piwko się pojawiło. Do wyboru: w bueleczce, czy w puszeczce? Jak szanowny pan sobie życzy?
Pod sklepem monopolowym stał się cud największy. Można bylo kupić tanią wódkę. Tańszą niż w sklepie! Ludzie kupowali tańszą gorzałę hektolitrami. Aż ktoregoś dnia pod monopolem pojawiła się jakaś rozhisteryzowana baba.
- Skurwysyny jebane, zatruliście mi chłopa! – wrzeszczała – wypił tą waszą wódę ioślepł! Bandyci, zgnijecie w więzieniu!
To prawda. Rok 1989 był rajem dla wszelakiej maści kombinatorow, oszustów, przestępców. Należy dodać, że milicja też nagle oślepła i bynajmniej nie od gorzały. Po prostu, było ciche przyzwolenie na przestępcze działania. Nie zapominajmy, że jak jest handel, to są pieniądze, jak są pieniądze, to władza się interesuje, jak się władza interesuje za bardzo, to trzeba dać w łapę, a jak dasz w łapę, to handlujesz czym chcesz.
Milicjanci umawiali się na robotę ze złodziejami. Plan był jasny. Złodzieje włamują się do sklepu, mają dla siebie 10 minut, a potem przyjeżdża milicja, żeby „zabezpieczyć” ślady. I „zabezpieczali”, okradając sklep do cna. Brzmi jak bajka? Tak było naprawdę.
Pierwsze wybory w nowej Polsce. Do Sejmu ograniczone układem w Magdalence, do Senatu wolne. W mojej Komisji Obwodowej prawie 80 procent ważnych głosów oddanych zostało na „Solidarność”. Frekwencja wysoka. 78 procent, czy coś około. Wygraliśmy!!!
Przypatrzyłem się z bliska, jak dzialają takie Komisje. Byłem meżem zufania naszych kandydatów do Senatu, więc mogłem. Skład Komisji był jeszcze z poprzedniej epoki. Boże, jak oni się mnie bali! A ja patrzylem im na ręce, liczyłem głosy, podpisywałem protokoły. Przyjechał jakis facet z zachodniej stacji radiowej i spytał mnie, jak przebiegają wybory? Odparlem: nie mogę za dużo gadać, bo muszę pilnować czerwonych. I pilnowałem, i dostrzeglem nieprawidłowość. Zauważyłem, że końcowy protokół zawiera podpis faceta, który nie był obecny podczas liczenia glosów! O żesz, czerwona hołoto, co to ma znaczyć! Pot strachu zalał twarz Przewodniczącego.
- Panie Darku, pan przymknie oko.
- Przymknę, jak ten facet zaraz tu przyjedzie.
Przyjechał. Zjebałem go jak psa. I wybaczyłem.
Walka trwała nadal. Zająłem się pewną Spółdzielnią Mieszkaniową, a dokładnie przewałkami w tej Spółdzielni. Wypleniłem zło. Spółdzielcy przestali się bać. Tłumnie przychodzili na zebrania. Walczyli o swoje. Nie chcieli być dalej oszukiwani. Wzięli sprawy w swoje ręce. Pomogłem Im napisać nowy Statut, który już nie dopuszczał do wladzy ludzi „z klucza”. Spraw było mnóstwo. A to dary z Zachodu, a to msza pojednania z milicjantami, a to spotkania z robotnikami. I tak wciąż. W roku 1989 byłem wojownikiem, karzącą ręką „Solidarności”.
Gdybym dzisiaj miał tyle zapału i energii, co wtedy, to chyba w pojedynkę wygrałbym wybory na Prezydenta Polski.
Z biegiem wydarzeń uchodziło ze mnie powietrze. Kiszczak całuje się z Michnikiem, Jaruzelski został piewszym Prezydentem… Oj, chyba nie tak miała wygladać ta moja nowa Polska. Ogarniało mnie coraz większe wkurwienie.
Do tej pory opublikowaliśmy:
Część I (Dzieciństwo)
Część II (Dorastanie)
Część III (A wszystko przez gitarę!)
Część IV (1982-1989)
Część V (Szalony rok 1989)
Część VI odc 1. (Złota Dekada – Ale dla kogo? 1990 – 2000 )
Część VI odc 2. (Cyrk)



















Było Grzywy tak nie męczyć w środę tydzień temu! Wyzyskują człowieka, a potem żądają cudów, widział to kto
(W zeszłą środę było GP Łódz).
Teeeej!! No co jest? Przerwa wakacyjna?? Gdzie część VI??
a ja nie zapomne tych Wiadomości (bo to już chyba były Wiadomości, a nie Dziennik Telewizyjny?) w TVP1 (no, wtedy było jeszcze TVP2 i chyba Polsat już zaczynał, ale poza tym – pustynia medialna
) z 4 czerwca 1989 roku, kiedy aktorka Joanna Szczepkowska wypowiedziała słynne słowa: ‘Proszę Państwa, dzisiaj, czyli 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm’. Niby nic, ale pamiętać należy, że jeszcze była cenzura, a to poleciało ‘na żywo’
A wszyscy myśleliśmy wówczas – nieco naiwnie – że wolne wybory załatwią sprawę…
I do dzisiaj znany plakat: na białym tle Gary Cooper z westernu ‘W samo południe’. Nad nim, w charakterystycznych literach czerwony napis Solidarność, a pod spodem właśnie napis ‘W samo południe’.
Powiem Ci Grzywa, że mnie wtedy zaszokowała powszechna dostępność bananów – tanich. Jeszcze 2 lata wcześniej musiałem żebrać o odżywkę Bebiko dla córeczki…