Wisiała sobie na ścianie. Kiedy Ojciec zasuwał do roboty była moja – klasyczna gitara. Zawsze mnie zastanawiało: skąd Ojciec wie, że brzdąkałem na Jego gitarze? Gitara wisi tam, gdzie wisiała, nie zostawiałem na niej nawet odcisków swoich palców, a Ojciec i tak zawsze wiedział, że „grałem”.
- Kto grał na mojej gitarze? – grzmiał
- ??? – i cisza.
Gitara po tych moich ćwiczeniach była po prostu rozstrojona, stąd Ojciec wiedział, że ktoś jej zadał gwałt.
A gwałciłem ją potwornie. Kilka godzin dziennie! Co wtedy grałem? A bo ja wiem? Naparzałem w struny i wydawało mi się, że jestem najzdolniejszym, początkującym gitarzystą świata.
Któregoś dnia powiedziałem Ojcu wprost:
- Tato, naucz mnie grać.
- Dobra, jutro pierwsza lekcja – odpowiedział.
I zaczęło się! C D E F G A H C – nuty, nuty, nuty…Nuda straszliwa!!! Gdzież tam akordy??? Pitolenie i pitolenie tej przeklętej gamy i nic poza tym. Nie, nie tędy droga – pomyślałem. W ten sposób to nigdy nie zostanę gitarzystą. Zniechęciłem się. Przestałem ćwiczyć pod okiem Ojca.
Od czego jednak ma się kolegów? Paweł M. rozrysował mi kilka akordów i już za tydzień grałem pierwsze kawałki! To się nazywa nauka, a nie tam jakieś mozolne ćwiczenie gamy!
„Grałem milion różnych bzdur”. Potem przyszła pora na „Dom Wschodzącego Słońca” (The Animals). O Boże, bąble na paluchach! Jak zagrać F dur??? Połamię sobie ręce! Ale byłem uparty…Ćwiczyłem codziennie. I rano, i w nocy. Ojciec już się przyzwyczaił, że zabieram Mu gitarę. Potem przyszedł czas na „Schody Do Nieba” (Led Zeppelin). Tutaj dopiero zaczęły się prawdziwe schody! Z tym, że do piekła! Ale byłem uparty…Ćwiczyłem codziennie. I rano, i w nocy.
Czasem urządzaliśmy sobie wieczorki muzyczne z cyklu: Dziś słuchamy zespołu Budgie! Dziś słuchamy zespołu Pink Floyd! Dziś słuchamy zespołu Queen! I tak bez przerwy.
Rock podobał mi się zawsze, ale nie stroniłem od innych gatunków. Szczególnie urzekł mnie folklor warszawski. Kapela Czerniakowska, Orkiestra Uliczna z Chmielnej, Stanisław Grzesiuk – to było to!
Grałem, grałem i grałem. „W mej piwnicy był nasz klub”. Spotykaliśmy się tutaj prawie codziennie. Czasem jakieś głupie zabawy, czasem jakaś interwencja milicji, czasem jakieś dziewczyny i głośna muzyka. Młodość musiała się wyszaleć.
Dziewczęta lubią gitarzystów. Przekonałem się o tym wielokrotnie. Tak sobie myślę, że w połowie to dzięki nim zostałem gitarzystą. Zagrasz przy ognisku i nie musisz nic mówić. Już jest chemia.
W wieku 18-tu lat rozpocząłem najgłupszy rozdział swego życia. Zakochałem się.
Zdjęcie tytułowe jest autorstwa Władysława Całki „Dziadka Władka”
Do tej pory opublikowaliśmy:
Część I (Dzieciństwo)
Część II (Dorastanie)
Część III (A wszystko przez gitarę!)
Część IV (1982-1989)
Część V (Szalony rok 1989)
Część VI odc 1. (Złota Dekada – Ale dla kogo? 1990 – 2000 )
Część VI odc 2. (Cyrk)


















