W historii muzyki znalazło się wiele albumów koncertowych, które na trwałe weszły do kanonu. Można tu wymienić wiele tytułów, że wymienię chociażby „Made In Japan” Deep Purple , „Live At Filmore East” The Allman Brothers Band czy ze świata folku „Live Wizardry” grupy Silly Wizard. Każdy z fanów muzyki może dopisać inne wydawnictwa. Co ciekawe są zespoły, które uważane są za typowo koncertowe, a ich studyjne płyty są tylko bladym odbiciem ich koncertowych możliwości (np. The Allman Brothers Band, Gov’t Mule czy Voo Voo). Są także grupy, których koncerty nie wnoszą za wiele do studyjnego oblicza zespołu (dla mnie ewidentnym tego przykładem był np. Pink Floyd).
Ostatnio trafiła w moje ręce koncertowa płyta grupy Mordewind „X”, będąca zapisem koncertu zespołu (poszerzonego w tym dniu o trzyosobową sekcję dętą), który odbył się 23 stycznia 2010 roku w warszawskim Gnieździe Piratów z okazji dziesięciolecia grupy. Dane mi było być na tym koncercie i nie będę ukrywał, że Mordewind należy do moich ulubionych zespołów łączących muzykę żeglarska z rockiem, tak więc pisanie obiektywnej recenzji tego wydawnictwa nie należy dla mnie do rzeczy łatwych. Jednak spróbuję.
Po co nagrywa się płyty koncertowe?
Jest wiele powodów wśród których do najczęstszych można zaliczyć:
a) Chęć podsumowania pewnego okresu w historii zespołu
b) Zaprezentowanie innych wersji utworów znanych z płyt studyjnych ( w tym np. improwizacji)
c) Zarejestrowanie utworów, które nie znalazły się (a być może się nie znajdą) na studyjnych wydawnictwach wykonawcy.
d) Chęć udokumentowania pewnego niecodziennego wydarzenia związanego z życiem zespołu (np. koncert z zaproszonymi dodatkowymi muzykami)
e) Uchwycenie nastroju koncertów zespołu
Jak w tym kontekście przedstawia się koncertowa płyta Mordewindu?
Ad a) Koncert Mordewindu jak już wyżej wspomniałem został zarejestrowany w trakcie koncertu z okazji dziesięciolecia istnienia zespołu. Jest to wspaniałe podsumowanie dotychczasowego dorobku grupy. Wśród zarejestrowanych utworów znalazły się takie utwory z repertuaru Mordewindu jak np. ?Chłopcy do rej?, ?Tłusty szef?, ?Ave Virgo Maria?, ?Madame? czy ?Szarłat?. Wybór utworów pozwala nam potraktować ten koncert jako coś w rodzaju ?Greatest Hits? zespołu. I chwała im za to.
Ad b) Wszystkie utwory zarejestrowane w trakcie tego koncertu mniej lub bardziej różnią się od wersji znanych nam z płyt studyjnych. Szczególnie dotyczy to utworów pochodzących z pierwszej nagrywanej jeszcze bez perkusji płyty zespołu. Utwory te w nowych aranżacjach bardzo zyskują. Mniejsze różnice widać w aktualnych opracowaniach utworów z płyty „DEFAAC´TO”, lecz także można je dostrzec. Jest to szczególnie zasługą Pawła Szymiczka, którego niebanalna gra na gitarze elektrycznej pozwala ukryć brak instrumentów folkowych znanych z płyt studyjnych Mordewindu (np. znakomita partia gitary imitująca banjo w „Portowym Burdelu”). Zauważalna jest także ciekawa gra aktualnego skrzypka grupy Krzysztofa Szmytke. No i oczywiście sekcja dęta? ale o tym później.
Ad c) Na płycie znalazły się także utwory, nie zarejestrowane jeszcze na żadnej z płyt grupy. Szczególnie podobają mi się „Jasiu” autorstwa Mariusza Kuczewskiego i „A Ty idź” Pawła Szymiczka. Zawsze podziwiałem w Mordewindzie tą ich niesamowita łatwość w tworzeniu autorskich utworów, które jednak są bardzo mocno osadzone w folkowej melodyce. Śmiem twierdzić, że gdyby utwory Mordewindu były bardziej znane w świecie anglosaskiego folku to wiele z nich stało by się folkowymi standardami.
Ad d) Płyta została nagrana przy udziale trzyosobowej sekcji dętej. Staram się znaleźć w pamięci jakąś rodzimą płytę ze świata szant z towarzyszeniem sekcji dętej i jakoś nie potrafię (jeżeli była takowa to proszę mnie poprawić). Jest to więc coś niezwykłego i niespotykanego w szantowym środowisku, a że dęciacy ci nie brzmią jak blachy z najlepszego okresu Blood, Sweat& Tears czy Chicago w żaden sposób nie zmienia faktu, że ich gra w sposób istotny przyczyniła się do atrakcyjności tej płyty (np. solówki w „Wypłyniemy dziś” przyprawiają mnie o przysłowiową „gęsia skórkę”).
Ad e) Na płycie został uchwycony nastrój koncertów Mordewindu. W nagraniach tych słychać i czuć wzajemną interakcję pomiędzy muzykami i licznie zgromadzoną publicznością. Byłem na tym koncercie i pamiętam magiczny nastrój jaki zaistniał w trakcie wykonywania „Ave Virgo Maria”. Nastrój koncertu słychać także w finałowym „Szarłacie” z pewną sympatyczną słowną pomyłką Mariusza Kuczewskiego. Także pewne drobne „brudy” wykonawcze (ach te minimalnie nie strojące dudy) dodają tylko uroku tej płycie.
Reasumując muszę stwierdzić, że koncertowa płyta zespołu Mordewind „X” jest w moim przekonaniu bardzo dobrym wydawnictwem, które mogę polecać wszystkim fanom dobrej (i to nie tylko żeglarskiej) muzyki. Oby więcej takich koncertów.



















